Zamiast tego na Zachodzie oligopol BigTech, a w Chinach WeChat. Historia prasy, radia i TV powtarza się. AI + blockchain to pierwsza szansa w dziejach, by przymus stał się ekonomicznie nieopłacalny. Czy tym razem wolnościowe rozproszenie wygra?
Internet wyrósł z państwowo finansowanego projektu rozproszonej sieci badawczej, zaprojektowanej bez jednego centrum i odpornej na awarie, co z czasem idealnie wpisało się w wyobraźnię wolnościową i anarchistyczną.
Masowa adopcja, efekty sieciowe i modele biznesowe oparte na danych doprowadziły jednak do koncentracji władzy w rękach kilku wielkich platform, tworząc oligopol instytucjonalny na szczycie wciąż rozproszonej technicznie infrastruktury.
W USA wczesny Internet masowy przyjął formę scentralizowanych zamkniętych światów (AOL, Prodigy, CompuServe), które z czasem ustąpiły miejsca bardziej modułowemu krajobrazowi wielu wyspecjalizowanych usług i aplikacji, a w końcu i tak skończyło się to koncentracją i oligopolem Big Tech.
W Chinach rozwijało się to odwrotnie, ale efekt był ten sam. Początkowo bardziej rozproszony ekosystem lokalnych serwisów, w warunkach silnej kontroli państwa i blokady graczy globalnych, został stopniowo zintegrowany w kilka gigantycznych super‑aplikacji pokroju WeChata, kończąc również na oligopolu, tyle że ściślej sprzęgniętym z aparatem państwowym.
Architektura techniczna i porządek społeczno‑ekonomiczny to dwa różne piętra rzeczywistości, które mogą ewoluować w przeciwnych kierunkach a i tak kończyć tak samo. To samo zjawisko obserwowaliśmy wcześniej z prasą drukarską, radiem i telewizją: technologia obiecywała emancypację, a kończyła w rękach kilku graczy. Wynika z tego, że decentralizacja techniczna jest warunkiem koniecznym, ale nie wystarczającym, dla decentralizacji władzy.
Dwa systemy polityczne tak różne, jak to tylko możliwe – liberalna demokracja rynkowa i autorytarny kapitalizm partyjny – doszły do strukturalnie podobnego rezultatu: oligopolu kilku platform pośredniczących w niemal całym ruchu informacyjnym, handlowym i społecznym.
To, co stało się z Internetem, nie jest wypaczeniem pierwotnej idei ani przypadkową degeneracją, lecz logiczną konsekwencją zderzenia konkretnej architektury z konkretnym porządkiem polityczno‑gospodarczym. Protokół TCP/IP w warunkach kapitalizmu platformowego sprzyjał powstaniu Big Tech, a w warunkach państwa nadzorczego – powstaniu super‑aplikacji typu WeChat i konglomeratów pokroju Tencenta.
Wszystkie wielkie technologie informacyjne przechodziły przez fazę utopijną, w której ich pionierzy wierzyli, że tym razem będzie inaczej: że druk uwolni umysły mas, że radio zbliży narody, że telewizja oświeci lud, że Internet zniesie pośredników. Za każdym razem cykl kończył się tak samo: koncentracją i przechwyceniem przez istniejące struktury władzy.
Dziś mamy dwie nowe przełomowe technologie: blockchain i AI. Obie niosą wolnościowy potencjał – teoretycznie dzięki nim możemy radykalnie ograniczyć potrzebę państw i scentralizowanych pośredników, aż staną się zbędni jako infrastruktura zaufania i koordynacji. Pytanie brzmi: czy z tego skorzystamy, czy znów pozwolimy, by posłużyły do koncentracji władzy zblatowanej z aparatem przemocy?
To pytanie jest dokładnie tym samym pytaniem, jakie zadawano w 1450, 1920, 1950 i 1995 roku – i za każdym razem odpowiedź historii była taka sama.
Niemniej może wcale nie jest tak, że wciąż wchodzimy do tej samej rzeki. Może tym razem nastąpi przełom i wolnościowe rozproszenie wygra?
Ja taką nadzieję mam i upatruję jej w tym, że postęp technologii jest wykładniczy, co skutkuje też wykładniczym wzrostem wydajności pracy, a to w efekcie powoduje, że terror ekonomicznie przestaje się opłacać. Bo we wszystkich dotychczasowych przełomach informacyjnych aparat przemocy intensywnie używał swoich brudnych łap. Gdy ten aparat stanie się zbyt drogi w utrzymaniu względem potencjału dobrowolnej koordynacji, historia może wreszcie potoczyć się inaczej.
Ten punkt przełomu przechodzimy pierwszy raz w historii. Wszystkie opisane wyżej rewolucje technologii informacyjnych odbywały się w warunkach opłacalności terroru państwowego. A terrorowi opłaca się koncentrować i tworzyć imperia. Odbija się to i na biznesie i na ludzkiej mentalności. Statolatria mota nasze umysły.
Pierwszy raz w dziejach przekraczamy limit wydajności pracy powodujący, że więcej zysków jest z dobrowolnej współpracy, niż z przymusu. Blockchain i AI, choć są drogie w wytworzeniu i utrzymaniu, drastycznie zwiększają wydajność pracy. To tak jak z łopatą i koparką. Łopata nas zniewalała, a koparka zwiększyła wolność, nawet jeśli łopaty były prywatne, a koparka państwowa. Ale operator łopaty był dużo bardziej zastępowalny niż operator koparki. Obu można zniewolić, ale bunt drugiego jest droższy.
Merytokracja w końcu wygra ze statolatrią. Wielki rekin rozproszy się na wiele małych rybek. Kultura pokona naturę.
Grzegorz GPS Świderski
https://Twitter.com/gps65
https://t.me/KanalBlogeraGPS